Odpowiedź na pytanie, kiedy kupić nowy, a kiedy używany samochód dla firmy wbrew pozorom nie jest łatwa. Czasem niestety może się okazać, że nawet najlepsze fabrycznie nowe auto za grube dziesiątki tysięcy złotych częściej spędza czas w serwisie niż wysłużona Toyota za 10 tys. zł. Wiele zależy od szczęścia, albo jak kto woli od pecha. Nie oznacza to jednak, że pierwszemu nie da się sprzyjać, a drugiego unikać.
Odpowiedz na to pytanie zależy głównie od zasobności portfela, oraz od tego do czego będzie wykorzystywany. Samochód który będę wykorzystywał do pracy kupię nowy,gdyż nie płacę za niego VAT-u oraz jest tańszy o 19% podatku, który musiałbym zapłacić, a więc utrata wartości nie jest znaczna a mam nowy sprawny samochód z gwarancją którym zarabiam.Natomiast samochód którym jeżdzę na wakacje zawsze kupuję używany.Nie ma sensu kupno nowego samochodu, którym jeżdzę czasami w sobotę i niedzielę oraz dwa razy w roku na urlop. To się kiedyś sprawdzało, gdy można było odliczać podatek od tzw. samochodów z kratką. Dlatego z mojego punktu widzenia osobiście jestem za używkami - może dlatego, że na 2 używane jakie kupiłam każdy był w idealnym stanie.
Ale... No właśnie tu pojawia się słowo ale. Mój ojciec kupił na raty nowe auto i też mu z tym dobrze. Myślę, że często wybór czy kupić używkę czy nówkę to kwestia wieku,, pewnych upodobań a przede wszystkim zasobności portfela!
Wszystko o samochodach
sobota, 8 października 2011
Biopaliwa. Czy jednak są bio?
Reklama wyborcza prezentowana przez jedną z partii politycznych przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych podawała, że Polskę uratować mogą tylko biopaliwa -- tanie, przyjazne dla silników i ekologiczne. Co do ich wpływu na silnik wypowiadać się nie będę, nie jestem specjalistą, nie testowałem. Warto jednak zastanowić się, czy faktycznie te paliwa są ekologiczne...
Na wstępie należy się kilka słów wyjaśnienia -- czymże są biopaliwa i jaka jest definicja tego pojęcia? Definicje generalnie są dwie. Pierwsza (moim zdaniem lepsza) zakłada, że biopaliwem jest każde paliwo otrzymane z biomasy, czyli np. roślin (olej rzepakowy, alkohol ze zboża), pozostałości roślinnych (brykietowana słoma) czy odchodów zwierzęcych (biogaz). Definicja druga, o której częściej słychać, czyni biopaliwem każde paliwo silnikowe, w którym jest jakiś procent tzw. biokomponentów (czyli otrzymywanych przez przeróbkę biomasy).
Jak ocenić ekologiczność paliw? Chyba najprościej przez ocenę ich wpływu na środowisko. Ale tu trzeba spojrzeć znacznie bardziej globalnie niż zrobili to autorzy reklamy - nie tylko o to, jakie skutki powoduje ich SPALANIE, ale także ich PRODUKCJA.
O ile alkohol produkowany jest za pomocą fermentacji, a nie poprzez przeróbkę paliw kopalnych (np. uwodornienie etylenu), można określać go mianem biopaliwa, paliwa odnawialnego. Ale tylko pod jednym warunkiem -- że energia użyta do jego produkcji będzie również pochodzić z odnawialnego źródła.
Założenie to wynika z faktu, że do produkcji alkoholu (głównie podczas destylacji) zużywana jest większa ilość energii, niż otrzymuje się z jego spalenia! Energia ta w Polsce zazwyczaj pochodzi z paliw kopalnych, zatem naprawdę ekologicznym rozwiązaniem jest pozostanie przy napędzie benzynowym, zamiast zasilania alkoholem!
Oczywiście zupełnie inaczej wygląda sprawa przy zastosowaniu np. aparatury do destylacji korzystającej z energii słonecznej (w Polsce raczej do użycia tylko latem) czy korzystania z drewna lub innej biomasy jako źródła energii.
Podobnie sprawa ma się z biodieslem, choć przy jego produkcji zużywane są znacznie mniejsze ilości energii niż przy produkcji alkoholu.
W odróżnieniu od normalnego oleju napędowego, biodiesel jest paliwem biodegradowalnym i nietoksycznym, jego wykorzystanie powoduje znaczne obniżenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Faktem jest również, że paliwo to zawiera mniej siarki niż olej napędowy, pochodzi onoo również z odnawialnej biomasy.
Podsumowując -- jeśli energia wykorzystana do produkcji biopaliwa pochodzi z odnawialnego źródła, wtedy biopaliwo faktycznie zasługuje na to miano. Jeżeli nie, mamy do czynienia z daleko posuniętym uproszczeniem, żeby nie nazwać tego inaczej.
Czy zamiast przerabiać energię ze spalania węgla na alkohol etylowy, nie lepiej jest zrobić z niej prąd i zasilać nim samochody o napędzie elektrycznym? To pytanie na przyszłość, niestety bardzo odległą.
Na wstępie należy się kilka słów wyjaśnienia -- czymże są biopaliwa i jaka jest definicja tego pojęcia? Definicje generalnie są dwie. Pierwsza (moim zdaniem lepsza) zakłada, że biopaliwem jest każde paliwo otrzymane z biomasy, czyli np. roślin (olej rzepakowy, alkohol ze zboża), pozostałości roślinnych (brykietowana słoma) czy odchodów zwierzęcych (biogaz). Definicja druga, o której częściej słychać, czyni biopaliwem każde paliwo silnikowe, w którym jest jakiś procent tzw. biokomponentów (czyli otrzymywanych przez przeróbkę biomasy).
Jak ocenić ekologiczność paliw? Chyba najprościej przez ocenę ich wpływu na środowisko. Ale tu trzeba spojrzeć znacznie bardziej globalnie niż zrobili to autorzy reklamy - nie tylko o to, jakie skutki powoduje ich SPALANIE, ale także ich PRODUKCJA.
O ile alkohol produkowany jest za pomocą fermentacji, a nie poprzez przeróbkę paliw kopalnych (np. uwodornienie etylenu), można określać go mianem biopaliwa, paliwa odnawialnego. Ale tylko pod jednym warunkiem -- że energia użyta do jego produkcji będzie również pochodzić z odnawialnego źródła.
Założenie to wynika z faktu, że do produkcji alkoholu (głównie podczas destylacji) zużywana jest większa ilość energii, niż otrzymuje się z jego spalenia! Energia ta w Polsce zazwyczaj pochodzi z paliw kopalnych, zatem naprawdę ekologicznym rozwiązaniem jest pozostanie przy napędzie benzynowym, zamiast zasilania alkoholem!
Oczywiście zupełnie inaczej wygląda sprawa przy zastosowaniu np. aparatury do destylacji korzystającej z energii słonecznej (w Polsce raczej do użycia tylko latem) czy korzystania z drewna lub innej biomasy jako źródła energii.
Podobnie sprawa ma się z biodieslem, choć przy jego produkcji zużywane są znacznie mniejsze ilości energii niż przy produkcji alkoholu.
W odróżnieniu od normalnego oleju napędowego, biodiesel jest paliwem biodegradowalnym i nietoksycznym, jego wykorzystanie powoduje znaczne obniżenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Faktem jest również, że paliwo to zawiera mniej siarki niż olej napędowy, pochodzi onoo również z odnawialnej biomasy.
Podsumowując -- jeśli energia wykorzystana do produkcji biopaliwa pochodzi z odnawialnego źródła, wtedy biopaliwo faktycznie zasługuje na to miano. Jeżeli nie, mamy do czynienia z daleko posuniętym uproszczeniem, żeby nie nazwać tego inaczej.
Czy zamiast przerabiać energię ze spalania węgla na alkohol etylowy, nie lepiej jest zrobić z niej prąd i zasilać nim samochody o napędzie elektrycznym? To pytanie na przyszłość, niestety bardzo odległą.
Czy to koniec tanich części zamiennych do samochodów?
Piątkowy „Dziennik” podał wiadomość jakoby miał wejść w życie zakaz kupowania tańszych odpowiedników części zamiennych do samochodów. Jako jeden z 14 mln zmotoryzowanych zastanawiam się w czym rzecz. Czy to rozpaczliwa próba ratowania sytuacji salonów samochodowych, z których wielu grozi upadłość? Czy może bezmyślność i krótkowzroczność ustawodawcy, który zapomniał że kij ma dwa końce.
Piątkowy „Dziennik” podał wiadomość jakoby miał wejść w życie zakaz kupowania tańszych odpowiedników części zamiennych do samochodów.
Jako jeden z 14 mln zmotoryzowanych zastanawiam się w czym rzecz.
Czy to rozpaczliwa próba ratowania sytuacji salonów samochodowych, z których wielu grozi upadłość?
Czy może bezmyślność i krótkowzroczność ustawodawcy, który zapomniał że kij ma dwa końce.
Zapomniano chyba, że zakaz sprzedaży znacznie tańszych zamienników zmniejszy i tak małą sprzedaż nowych samochodów. Wizja konieczności płacenia 2-3 razy drożej za oryginalną część skutecznie zniechęca do zakupu.
Wzrośnie szara strefa
Czy nikt nie zastanawiał się, że zakaz obudzi czarny rynek części. Przede wszystkim rynek części kradzionych z innych samochodów. Mało tego, wiele prywatnych warsztatów aby przetrwać będzie zmuszonych do korzystania z takich trefnych części. Teraz mają możliwość kupna tańszego odpowiednika w hurtowni i sprawa jest jasna. Zakaz może zwiększyć i tak już ogromny napływ złomu z Europy Zachodniej (2 mln aut). Tym razem samochodów nie do jazdy, a sprowadzanych specjalnie ze względu na części. W każdym nawet mocno rozbitym samochodzie znajdzie się wiele elementów gotowych to dalszego wykorzystania. Gorzej z ogołoconym z części wrakiem.
Kto się nim zajmie?
Gdzie trafi?
Do lasu? Na wysypisko?
To problem, który się pomija.
Nie można jednak zamiatać go pod dywan, gdyż sprawa milionów wraków urasta do bardzo poważnej.
Czy apel o zakaz sprzedaży tanich odpowiedników nie wynika z wpływów motoryzacyjnego lobby, które ma dość skutecznego podgryzania ich zysków przez małe firmy. Co może budzić uśmiech, te małe firmy od lat działały u boku koncernów, a nawet produkowały dla nich zamienniki różniące się od oryginału głównie logo. Widać czasy się zmieniają. Największe koncerny motoryzacyjne pogrążone są w kryzysie. Ford, GM stoją na krawędzi bankructwa. Daimler Chrysler jakoś przędzie, ale głównie dzięki marce Mercedes. Francuzi z PSA tną koszty i zwalniają ludzi, to samo VW.
Biorąc pod uwagę, że największe firmy motoryzacyjne zatrudniają po 100 tys. osób i więcej (FIAT, VW) oraz ponad 250 tys. FORD i GM trudno im się dziwić, że szukają dodatkowych źródeł przychodów.
Wolność wyboru
Skoro władza nie potrafiła przez dwa lata powstrzymać napływu używanych samochodów, pośrednio sama sobie jest winna spadku sprzedaży nowych samochodów. Teraz jedną ustawą nie da się tego naprawić. Inna sprawa, że nowe samochody są w Polsce za drogie. Państwo zarabia na akcyzie i podatku VAT kokosy. Wysokie obciążenia podatkowe to jedno, ale czy przez to trzeba zmuszać do kupowania lusterka do samochodu za 400 zł skoro jego odpowiednik kosztuje 150 zł. Rozumiem, że części oryginalne muszą być stosowane w przypadku samochodów na gwarancji, choć i tu można polemizować.
Czy w razie utraty lusterka zamiennik nie spełni swojej roli? Raczej spełni.
Droższe koszty ubezpieczeń
Ostatnią, ale również istotną sprawą jest wielce prawdopodobna podwyżka kosztów ubezpieczenia. Skoro wzrosną ceny części, wzrosną ceny napraw, a to w naturalny sposób wymusi na ubezpieczycielach podwyżki stawek ubezpieczeniowych. Statystyki biją na alarm. Samochodów przybywa, wraz z nimi rośnie ilość stłuczek. Coraz mniej osób będzie stać na ubezpieczenie.
Kto na tym zyska, a kto straci?
Bilans poznamy za kilka miesięcy.
Piątkowy „Dziennik” podał wiadomość jakoby miał wejść w życie zakaz kupowania tańszych odpowiedników części zamiennych do samochodów.
Jako jeden z 14 mln zmotoryzowanych zastanawiam się w czym rzecz.
Czy to rozpaczliwa próba ratowania sytuacji salonów samochodowych, z których wielu grozi upadłość?
Czy może bezmyślność i krótkowzroczność ustawodawcy, który zapomniał że kij ma dwa końce.
Zapomniano chyba, że zakaz sprzedaży znacznie tańszych zamienników zmniejszy i tak małą sprzedaż nowych samochodów. Wizja konieczności płacenia 2-3 razy drożej za oryginalną część skutecznie zniechęca do zakupu.
Wzrośnie szara strefa
Czy nikt nie zastanawiał się, że zakaz obudzi czarny rynek części. Przede wszystkim rynek części kradzionych z innych samochodów. Mało tego, wiele prywatnych warsztatów aby przetrwać będzie zmuszonych do korzystania z takich trefnych części. Teraz mają możliwość kupna tańszego odpowiednika w hurtowni i sprawa jest jasna. Zakaz może zwiększyć i tak już ogromny napływ złomu z Europy Zachodniej (2 mln aut). Tym razem samochodów nie do jazdy, a sprowadzanych specjalnie ze względu na części. W każdym nawet mocno rozbitym samochodzie znajdzie się wiele elementów gotowych to dalszego wykorzystania. Gorzej z ogołoconym z części wrakiem.
Kto się nim zajmie?
Gdzie trafi?
Do lasu? Na wysypisko?
To problem, który się pomija.
Nie można jednak zamiatać go pod dywan, gdyż sprawa milionów wraków urasta do bardzo poważnej.
Czy apel o zakaz sprzedaży tanich odpowiedników nie wynika z wpływów motoryzacyjnego lobby, które ma dość skutecznego podgryzania ich zysków przez małe firmy. Co może budzić uśmiech, te małe firmy od lat działały u boku koncernów, a nawet produkowały dla nich zamienniki różniące się od oryginału głównie logo. Widać czasy się zmieniają. Największe koncerny motoryzacyjne pogrążone są w kryzysie. Ford, GM stoją na krawędzi bankructwa. Daimler Chrysler jakoś przędzie, ale głównie dzięki marce Mercedes. Francuzi z PSA tną koszty i zwalniają ludzi, to samo VW.
Biorąc pod uwagę, że największe firmy motoryzacyjne zatrudniają po 100 tys. osób i więcej (FIAT, VW) oraz ponad 250 tys. FORD i GM trudno im się dziwić, że szukają dodatkowych źródeł przychodów.
Wolność wyboru
Skoro władza nie potrafiła przez dwa lata powstrzymać napływu używanych samochodów, pośrednio sama sobie jest winna spadku sprzedaży nowych samochodów. Teraz jedną ustawą nie da się tego naprawić. Inna sprawa, że nowe samochody są w Polsce za drogie. Państwo zarabia na akcyzie i podatku VAT kokosy. Wysokie obciążenia podatkowe to jedno, ale czy przez to trzeba zmuszać do kupowania lusterka do samochodu za 400 zł skoro jego odpowiednik kosztuje 150 zł. Rozumiem, że części oryginalne muszą być stosowane w przypadku samochodów na gwarancji, choć i tu można polemizować.
Czy w razie utraty lusterka zamiennik nie spełni swojej roli? Raczej spełni.
Droższe koszty ubezpieczeń
Ostatnią, ale również istotną sprawą jest wielce prawdopodobna podwyżka kosztów ubezpieczenia. Skoro wzrosną ceny części, wzrosną ceny napraw, a to w naturalny sposób wymusi na ubezpieczycielach podwyżki stawek ubezpieczeniowych. Statystyki biją na alarm. Samochodów przybywa, wraz z nimi rośnie ilość stłuczek. Coraz mniej osób będzie stać na ubezpieczenie.
Kto na tym zyska, a kto straci?
Bilans poznamy za kilka miesięcy.
Mój zabytkowy samochód
Chciałem się z Wami podzielić moją radością jaką jest nabyty przeze mnie samochód Opel Kadett C wersja limo z roku 1976.
Kupiłem go od Pani, która ma ponad 90 lat. Była posiadaczką sporej ilości aut, toteż mój samochód był w bardzo dobrym stanie (100 % oryginalnych części). Jedyne zastrzeżenia miałem pod adresem lakieru jak i blachy. Jak wiadomo Nasi sąsiedzi za zachodniej ściany nie potrafią lub nie chcą dobrze dokonywać napraw blacharsko-lakierniczych. Dlatego zdecydowałem, ze mojego Opelka oddam w ręce zaprzyjaźnionego kolegi, który z autami potrafi robić cuda. Jestem bardzo szczęśliwy, że nabyłem taki oto samochód, gdyż jazda nim pozwala mi się cofnąć do czasów, kiedy święcił on swoje triumfy. Jazda takim samochodem daje dużą frajdę, i powiem szczerze, że ludzie się za mną oglądają. Czasami zadają pytanie: za ile chciałby Pan sprzedać swój samochód?. W niedługim czasie postaram się dodać link ze zdjęciami mojego skarbu.
Kupiłem go od Pani, która ma ponad 90 lat. Była posiadaczką sporej ilości aut, toteż mój samochód był w bardzo dobrym stanie (100 % oryginalnych części). Jedyne zastrzeżenia miałem pod adresem lakieru jak i blachy. Jak wiadomo Nasi sąsiedzi za zachodniej ściany nie potrafią lub nie chcą dobrze dokonywać napraw blacharsko-lakierniczych. Dlatego zdecydowałem, ze mojego Opelka oddam w ręce zaprzyjaźnionego kolegi, który z autami potrafi robić cuda. Jestem bardzo szczęśliwy, że nabyłem taki oto samochód, gdyż jazda nim pozwala mi się cofnąć do czasów, kiedy święcił on swoje triumfy. Jazda takim samochodem daje dużą frajdę, i powiem szczerze, że ludzie się za mną oglądają. Czasami zadają pytanie: za ile chciałby Pan sprzedać swój samochód?. W niedługim czasie postaram się dodać link ze zdjęciami mojego skarbu.
Zabytkowe auto do ślubu
Czy do ślubu pojedziecie samochodem kolegi, ojca, czy wynajmiecie piękny zabytkowy samochód do ślubu zależy tylko od Was. Po lekturze tego artykułu łatwiej Wam będzie podjąć odpowiednią decyzję.
To że piękny samochód do ślubu jest równie ważny jak dobrze skrojony garnitur czy przepiękna suknia wiedzą wszyscy. Ale zanim do tego ostatecznego dnia dobrniemy nasunie nam się wcześniej pytanie jakie auto wybrać? Czy samochód na nasz ślub będzie pożyczony od ojca? Od przyszłego teścia? Czy może zawiezie nas kolega? Zwykle ojciec, teść i kolega mogą zaoferować jedynie auto które znajdziecie na każdym większym parkingu centrum handlowego. Innymi słowy nie będzie ono wyjątkowe. Co innego gdy podjedzie piękny odrestaurowany zabytkowy samochód do ślubu w stylu retro. To gwarantuje Wam nieocenione wrażenia w czasie jazdy oraz podziw zgromadzonych gości. Wśród oferty wynajmu zabytkowych aut do ślubu znajdziecie auta z całej historii zabytkowej motoryzacji. Rozpoczynając od aut z lat dwudziestych które charakteryzują się kanciastą budową i najczęściej drewnianymi szprychowymi kołami
(np. Ford A z roku 1929), przez auta w stylu Al-Capone, które swoimi zaokrąglonymi kształtami w latach trzydziestych robiły ogromne wrażenie (np. Buick Special Sedan z roku 1937). Dalej idąc wchodzimy w erę tzw. "skrzydlaków" czyli aut z epoki Marylin Monroe i Elvisa Presleya (np. Cadillac DeVille z roku 1963), już 2 lata później auta znów zaczynają przybierać bardziej kanciaste kształty (np. Cadillac Fleetwood 1965). Pod koniec lat 60-tych i na początku lat 70-tych wchodzimy w erę samochodów typu muscle-cars, czyli dwudrzwiowych ogromnych coupe o montrualnych silnikach i mocach (np. Buick Riviera 1972). Przyglądając się tym autom każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie, bo przecież ślub i wesele ma się wg teorii raz w życiu. A auto na ślub w tym wyjątkowym dniu musi być równie dostojne, niepowtarzalne i piękne jak Para Młoda.
To że piękny samochód do ślubu jest równie ważny jak dobrze skrojony garnitur czy przepiękna suknia wiedzą wszyscy. Ale zanim do tego ostatecznego dnia dobrniemy nasunie nam się wcześniej pytanie jakie auto wybrać? Czy samochód na nasz ślub będzie pożyczony od ojca? Od przyszłego teścia? Czy może zawiezie nas kolega? Zwykle ojciec, teść i kolega mogą zaoferować jedynie auto które znajdziecie na każdym większym parkingu centrum handlowego. Innymi słowy nie będzie ono wyjątkowe. Co innego gdy podjedzie piękny odrestaurowany zabytkowy samochód do ślubu w stylu retro. To gwarantuje Wam nieocenione wrażenia w czasie jazdy oraz podziw zgromadzonych gości. Wśród oferty wynajmu zabytkowych aut do ślubu znajdziecie auta z całej historii zabytkowej motoryzacji. Rozpoczynając od aut z lat dwudziestych które charakteryzują się kanciastą budową i najczęściej drewnianymi szprychowymi kołami
(np. Ford A z roku 1929), przez auta w stylu Al-Capone, które swoimi zaokrąglonymi kształtami w latach trzydziestych robiły ogromne wrażenie (np. Buick Special Sedan z roku 1937). Dalej idąc wchodzimy w erę tzw. "skrzydlaków" czyli aut z epoki Marylin Monroe i Elvisa Presleya (np. Cadillac DeVille z roku 1963), już 2 lata później auta znów zaczynają przybierać bardziej kanciaste kształty (np. Cadillac Fleetwood 1965). Pod koniec lat 60-tych i na początku lat 70-tych wchodzimy w erę samochodów typu muscle-cars, czyli dwudrzwiowych ogromnych coupe o montrualnych silnikach i mocach (np. Buick Riviera 1972). Przyglądając się tym autom każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie, bo przecież ślub i wesele ma się wg teorii raz w życiu. A auto na ślub w tym wyjątkowym dniu musi być równie dostojne, niepowtarzalne i piękne jak Para Młoda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)